wtorek, 31 stycznia 2017

Trzeci wypad na lód - okonki jezioro Lubięcin

Jeżeli chodzi o łowienie z lodu to jestem amator przez duże "A". Trzecie oraz ostatnie tej zimy łowienie z lodu odbyło się na jeziorze Lubięcin Wielkie. Ten post zamieszczam tylko z czystej formalności, bo na moim blogu opisuję każdy mój wypad wędkarski. Na tym jeziorku połowiłem przez około 4 godziny i byłem jedynym wędkarzem tego dnia. Udało mi się "przechytrzyć" na małą blaszkę podlodową aż 19 bardzo malutkich okonków, którym nawet zdjęcia nie opłacało się robić. Nie dla mnie taka metoda łowienia i z niecierpliwością oczekuję wiosny... :)
...


poniedziałek, 30 stycznia 2017

Guma Savage Gear Cannibal - na sandacze i szczupaki

Przynęty gumowe firmy Savage Gear model "Cannibal". Zostały przetestowane przeze mnie w zeszłym sezonie wędkarskim i mogę teraz śmiało polecić je. Zwłaszcza spinningistom polującym na szczupaki i sandacze. Doskonale sprawdziły się zarówno podczas ciężkiego sandaczowego łowienia w opadzie jak i przy leniwym prowadzeniu na lekkie główce dżigowej. Do tego stopnia przekonałem się do nich, że głównie na to łowiłem podczas uganiania się za sandaczami i szczupakami na odrze. Jeżeli chodzi o sandacze to bezkonkurencyjny okazał się kolor "green tiger" (jaskrawy z pręgami), a na szczupaki tradycyjna "perełka z ciemnym grzbietem". Cannibal pracuje doskonale przy nawet najwolniejszym prowadzeniu i bardzo prowokuje drapieżniki do ataku. Wykonane z dość trwałego materiału. Pewnie trzymają się haka i nie zsuwają się tak szybko z niego. Na jedną gumę można wyjąć i kilka "zębatych" zanim będzie już tak poharatana, że nada się tylko do wyrzucenia. Warto zwrócić uwagę także na to, że ich cena nie jest wygórowana i nawet przy częstych zaczepach nie będziemy zbyt długo przeżywali jej utratę. Na odrze zbroję je główkami dżigowymi od 5 do nawet 17 gram, na haku dobranym do wielkości przynęty.
....
Guma Cannibal - Savage Gear
Jeden z wielu sandaczy złowionych na kolor "green tiger"
.

piątek, 27 stycznia 2017

Mój ulubiony smużak "żuczek" - ręcznie zrobiony

Łowienie kleni, jazi i boleni z powierzchni to olbrzymia frajda. W najupalniejsze dni często bywa tak, że tylko mały wobler typu "smużak", potrafi uratować przed wyzerowaniem. W moich pudłach z przynętami jest wiele tego typu przynęt, które są w mojej ocenie często przereklamowane i raczej będą tylko rdzewiały. Obecnie największym zaufaniem darzę "smużaki" takie jak na zdjęciu, które są ręcznie robione przez znajomego wędkarza, który uchodzi w wielu kręgach za mistrza łowienia odrzańskich kleni. Bardzo wielu zawodników w Okręgu Zielonogórskim tak jak ja, ma te przynęty w swoich pudłach oraz nad wodą przy wypadach rekreacyjnych zdarzało mi się spotkać osoby, które też bardzo zaufały tym "żuczkom". Woblerek przy mikro rozmiarach potrafi lecieć na odległość nawet ponad 20m i jest często atakowany już w momencie zetknięcia z wodą. Ta przynęta bardzo delikatnie pracuje na powierzchni i zostawia ślad na wodzie tzw. smuży. W najszybszym nurcie nie wykłada się na boki i nie wpada w tzw. "korkociąg". To jest moja "tajna broń" na zawody spinningowe, podczas których o zwycięstwie będą decydowały pojedyncze klenie lub małe bolenie, które często atakują także tego "smużaczka". Wadą tej przynęty jest to, że podczas dni z silnym wiatrem bardzo ciężko łowi się na to oraz to, że musimy liczyć się z wieloma spudłowanymi braniami. Często jest tak, że widzimy jak ryba płynie za przynętą i po ataku spada po chwili z wędki. Ja robię tak, że zakładam ultra cienkie i ostre kotwiczki, a ryb nie zacinam. Czekam aż poczuję ją na kiju i wtedy dopiero delikatnie "przycinam". Ważne, aby stosować cienkie żyłki, małe agrafki i łowić na wędki o pełnym ugięciu.

Jak dla mnie najlepsze smużaki (żuki) na klenie - od producenta "paul van black" 
...
Smużak na klenie i bolenie

Polecam tego "żuczka"

niedziela, 22 stycznia 2017

Ta Cegielnia to jednak trudna woda - minusy robienia przerębli siekierą :)

Kolejna wyprawa na lód z kolegą Markiem. Wybraliśmy się na Cegielnie w Zielonej górze, gdzie moim zdaniem pływają bardzo duże okonie. Z brzegu bardzo ciężko łowi się, bo jest olbrzymia ilość zaczepów. Dlatego jak tylko przychodzi zima warto próbować swoich sił z lodu. Dużo starych przerębli świadczyło o tym, że nie tylko my liczyliśmy na łut szczęścia na tej niepozornej wodzie. Ja ani Marek nie uznaliśmy nigdy, że warto zainwestować w świder, więc przeręble robiliśmy siekierą. Łowiliśmy na typowe blaszki podlodowe, a nasze wędeczki nie były wyposażone w kiwok. Przez pierwszą godzinę łowienia nie mieliśmy żadnego brania, więc przemieściliśmy w rejon zbiornika gdzie były zatopione drzewa. W jednym miejscu było kilka zamarzniętych przerębli po świdrze chyba średnicy 13cm. Szybko odkułem je siekierką i zacząłem łowić, po kilkunastu minutach poczułem wyraźne branie i najwyraźniej sporą rybę na kiju. Po chwili udało mi się podprowadzić rybę pod przerębel. Był to na oko ponad 40cm okoń! W tym momencie pojawił się taki problem, że wyrąbany przeze mnie przerębel okazał się za mały, aby przeciągnąć przez niego moją zdobycz. Marek był mocno zdziwiony rozmiarami okonia. Włożyłem dłoń do przerębla, aby spróbować dłonią przytrzymać rybę, a następnie coś pokombinować z poszerzeniem przerębla. Niestety jak tylko dotknąłem ryby... wyczepiła się i straciłem ją. Następne przeręble robiliśmy już trochę większe, aby ta sytuacja nie powtórzyła się. No i nie powtórzyła się, bo nie mieliśmy już żadnego brania takiego garbusa. Ja zakończyłem dzień z czterema mały okonkami, a kolega z podobnym wynikiem. Bardzo szkoda mi tego pięknego okonia, bo byłby wspaniałym zwieńczeniem sezonu podlodowego. No cóż... Ryba też musi mieć szansę :)
...
Marek z "świdrem" w dłoni.
Bardzo atrakcyjna miejscówka na Cegielni.

czwartek, 19 stycznia 2017

Pierwsze łowienie z lodu w 2017r - ładny okoń

Wczoraj udało mi się umówić z kolegą na 3 godzinny wypad na ryby. Ja łowiłem, a kumpel załatwił siekierę, którą wyrąbałem kilkanaście przerębli. Pojechaliśmy na staw w okolicach Zielonej Góry. Było to moje pierwsze łowienie z lodu w tym roku. Łowiłem na najzwyklejsze w świecie błystki podlodowe. Lód ma grubość około 12cm, więc czułem się bardzo bezpiecznie. Ryby raczej nie brały i udało mi się złowić tylko dwa malutkie okonki i jednego dość przyzwoitego garbusa, którego wypuściłem z powrotem do wody. Mam świadomość, że "na zerwane nie gramy", ale muszę wspomnieć, że miałem dwie bardzo konkretne rybki na kiju, które niestety spadły mi z haka po chwilowym holu. Podejrzewam, że były to na prawdę konkretne garbusy. Jak będę miał okazję. To wrócę jeszcze nad to jeziorko i spróbuję dobrać się do dużych okoni, które na pewno tam pływają.
...
Ładny okoń z bardzo niepozornej wody w okolicach Zielonej Góry :)

środa, 18 stycznia 2017

Keitech "Easy Shiner" 5cm - rewelacyjna gumka na okonie

Ciężko wyobrazić sobie dzisiejsze wędkarstwo spinningowe bez przynęt gumowych, które zrewolucjonizowały moim zdaniem oblicze naszego hobby. Są często niezastąpione podczas łowienia okoni, sandaczy lub szczupaków. Chcę podzielić się swoją opinią na temat skuteczności przynęty firmy "KEITECH", a konkretnie modelu Easy Shiner 5cm. Ta zdawałoby się, że dość prostej budowy przynęta. Jest wykonana z tak olbrzymią starannością, że na stałe zostanie ze mną podczas wypraw za okoniem na Odrę jak i jeziora. Zrobiona jest z bardzo miękkiego materiału i nasączona dodatkowo jakimś atraktorem zapachowym "rybnym". Pracuje doskonale przy każdej technice prowadzenia. Można uzbroić ją zarówno tradycyjnie w główkę dżigową jak i stosować na bocznym troku lub w dość popularnej ostatnio metodzie Drop Shot. Wspomnę jeszcze tylko o tym, że podczas zawodów o Mistrzostwo Polski w wędkarstwie spinningowym w 2016r, w których brałem udział. Mogłem zobaczyć, że nie tylko ja uznaję te gumki za niebywale skuteczne. Podczas każdego dnia zawodów byłem na łodziach z doskonałymi spinningistami, którzy też na nie łowili. Na prawdę bardzo ciężko znaleźć mi jakieś wady tej przynęty, ale jakbym musiał to napisałbym tylko to, że są bardzo delikatne i po kilku holach ryby. Nadają się najczęściej do wyrzucenia. Moim zdaniem lepsze to niż rzucać na coś na co nie ma się żadnych brań. Zachęcam moich czytelników do przetestowania tych gumek nad wodą i podzielenia się swoimi opiniami w komentarzach pod postem. Ja zostanę przy zdaniu, że jest to jedna z najlepszych przynęt na okonie, na jakie miałem okazję łowić. Polecam...
...
Easy shiner - doskonała przynęta na okonie

niedziela, 15 stycznia 2017

Mini obrotówki "hiszpanki" od firmy Lukris - na klenie, jazie i bolenie

Nie jestem jakimś zagorzałym wielbicielem błystek obrotowych, ale w moich pudełkach można znaleźć kilka tego rodzaju przynęt, które jednak sprawdziły się podczas łowienia na odrze. Należą do nich malutkie wirówki "hiszpanki" firmy Lukris. Doskonale sprawdziły się mi zwłaszcza podczas łowienia kleni na przelewach oraz leniwych boleni, które w danej chwili zamiast uganiać się za ukleją. Wolą żerować na "sieczce" lub nawet zbierać owady z powierzchni. Ta niepozorna wirówka nienagannie pracuje w każdej sytuacji. Zarówno przy prowadzeniu pod prąd jak i z prądem. Dodatkowo można nimi bardzo daleko rzucić. Wiele razy ratowały mnie przed zejściem z nad wody "o kiju" w najbardziej upalne dni gdy ryby żerowały bardzo słabo. Na moim blogu opisuję tylko sprawdzone przeze mnie przynęty bez siania jakiejś reklamy. Dlatego z czystym sumieniem mogę polecić te błystki obrotowe. W moim przekonaniu spełnią oczekiwania bardzo wymagających spinningistów. Łowię na najmniejsze modele o nr 0-2 z modelu "Mini". Polecam kolor srebrny oraz miedziany.
...
Warte uwagi malutkie obrotówki.

sobota, 14 stycznia 2017

Rzeka "pstrągowa" Brzeźniczanka - pierwsze łowienie w 2017r

Zima to bardzo ciężki okres dla mnie jako spinningisty. Łowienie podlodowe jakoś mnie nie rajcuje i musiałem po prostu pojechać gdzieś nad wodę pospinningować. Z powodów finansowych, dalsza wyprawa wędkarska np. na trocie odpada, a wszystkie jeziora i starorzecza zamarznięte. Łowienie na odrze też raczej mijało się z celem. Dlatego postanowiłem pojechać gdzieś blisko na pstrągi. Lepsze to niż siedzenie w domu. Mój wybór padł na małą rzeczkę o nazwie Brzeźniczanka lub Boberek (woj. Lubuskie), a konkretnie na jej odcinek poniżej miejscowości Drągowina. Jest to ponoć woda pstrągowa, o której próżno szukać jakiś szczegółowych informacji w sieci. Pojechałem rozpoznać łowisko. Temperatura koło 0 stopni i przelotne chwilowe opady śniegu. Autko zostawiłem koło mostu w m. Drągowina i ruszyłem lewym brzegiem w dół rzeczki. Pierwsze wrażenie jak zobaczyłem Brzeźniczankę... TRAGEDIA. Stan wody był katastrofalnie niski, że prawie wszędzie było widać dno, a głębokość "po kolana". Dodatkowo w dużym stopniu była zamarznięta. Zrobiłem za dużo kilometrów z Zielonej Góry, aby od razu wracać do domu. Zdecydowałem się na "spacerek z wędką", bo łowieniem ciężko było to nazwać. Co prawda wykonałem kilka rzutów w miejscach bez lodu i z głębokością większa niż 20cm, ale szczerze to nawet nie liczyłem na jakieś branie. Bardzo mało było miejsc, w których mogła skryć się ryba. Za to mogłem podziwiać dziką przyrodę i piękne widoki podczas tego mojego spacerku. Rzeczka płynie w majestatycznym lesie, a brzegi są zazwyczaj dość strome. Bardzo licznie muszą występować tam bobry, bo jest bardzo wiele powalonych drzew, które często leżą w poprzek rzeczki. Napotkałem też kilka żeremi, poniżej których woda była trochę głębsza i zdawałoby się, że w takim miejscu musi stać jakiś pstrąg. Niestety woda jest tak płytka, że nawet jak są w niej jakieś ryby. To nie mogłyby przy takim stanie migrować i raczej nie mają obecnie tam dobrych warunków do bytowania. Przeszedłem około 4 kilometry wzdłuż rzeki i obecnie wędkarsko oceniam tą wodę bardzo słabo i na pewno już nigdy nie pojadę tam, jak woda będzie na obecnym poziomie. Nie zamierzam jednak skreślać tej rzeki ostatecznie i planuję wrócić tam za kilka miesięcy. Jak jej stan trochę podniesie się i będzie można wyczuć w powietrzu nadchodzącą wiosnę. Był to mój czwarty w życiu wypad na pstrągi i szkoda, że polegał głównie na przechadzce wzdłuż bardzo płytkiej, zamarzniętej w dużym stopniu i nieznanej rzeki. Tak to już jest czasami jak próbuje się nowych rzeczy. Byle do wiosny... :)
...
Robota bobrów na Brzeźniczance
Większość rzeki zamarznięta
Ryby nie mają możliwości wędrować w górę rzeczki.
Piękny widok na rzece Brzeźniczance
W większości miejsc bardzo płytko

wtorek, 10 stycznia 2017

Goblin i Bolt - dobre woblery boleniowe - HUNTER A. Lipiński

Witam!
Chcę zaopiniować dwa modele woblerów firmy HUNTER, które doskonale sprawdziły się przy łowieniu odrzańskich boleni. Chodzi mianowicie o woblery boleniowe "BOLT" i "GOBLIN". To mój pewniak na rapy żerujące przy powierzchni, a których głównym pożywieniem jest ukleja. W ciągu  ostatnich lat niejednokrotnie te woblery potwierdziły swoją skuteczność i obecnie mają niezagrożone miejsce w moim pudełku z przynętami boleniowymi. Bardzo pomogły mi w zdobywaniu wysokich lokat na zawodach spinningowych zaliczanych do Grand Prix Okręgu oraz tych odbywających się w moim klubie wędkarskim. Charakteryzują się bardzo drobną "lusterkującą" pracą oraz tym, że można bezproblemowo poprowadzić je w "boleniowym tempie" w miejscach o najszybszym uciągu, w górnych warstwach wody. Kolorystycznie moim zdaniem też są bardzo dopracowane. Ważną ich zaletą jest to, że można nimi na prawdę daleko rzucić. Na przestrzeni wielu lat łowienia na spinning miałem okazję testować dziesiątki modeli przynęt przeznaczonych teoretycznie na bolenie i do teraz wiele z nich rdzewieje tylko w pudełkach, bo nie czuję potrzeby zabierania ich nad wodę. W przypadku opisywanych woblerów jest absolutnie inaczej. Nawet jak nie planuję łowić boleni to i tak zazwyczaj zabieram je nad wodę na wypadek jakbym zmienił plany lub zaobserwował, na którejś z odrzańskich ostróg, że żerują bolki. Co tu więcej pisać...? Zachęcam do przetestowania tych przynęt osobiście ;)
...
Bardzo dobre boleniówki.
Woblery boleniowe Goblin i Bolt

niedziela, 8 stycznia 2017

Wobler Horn 33mm na klenie - HUNTER A. Lipiński

Jeden z moich ulubionych woblerów na odrzańskie klenie. Obecnie nie wyobrażam sobie, aby jechać nad odrę z nastawieniem na te ryby i nie mieć przy sobie tych niebywale skutecznych przynęt firmy "HUNTER". Od kilku lat łowię na najmniejsze modele długości 33mm w kolorach takich jak na zdjęciu. Te przynęty doskonale nadają się do obławiania przelewów, napływów oraz odrzańskich opasek. Kształt i praca wyróżniają je spośród większości "typowo" kleniowych wabików, a przy łowieniu na odpowiednio dopasowany spinning i stosowaniu cienkiej żyłki. Można nimi rzucić na wystarczającą odległość. Horny to woblerki, którymi warto się trochę "pobawić" w trakcie łowienia. Najlepsze wyniki miałem podczas przytrzymywania ich w nurcie z jednoczesnym delikatnym podszarpywaniem co kilka sekund, po którym najczęściej następowało branie. W mojej ocenie wobler doskonale imituje spłoszoną lub trochę otumaniona małą rybkę, która jest łatwym łupem dla np. klenia. Doskonale sprawdziły się także podczas prowadzenia tzw. "wachlarzem" nad przelewem. Hmmm to, że można je prowadzić jak mini "jerki ze sterem". Jest chyba największym atutem i czynnikiem decydującym o skuteczności tej przynęty. Jednostajne prowadzenie rzadko przynosiło mi efekt. Wobler doskonale trzyma się nurtu i ma ultra delikatną "migotliwą" pracę, którą można wyczuć na delikatnym wędzisku. Bardzo dobrze pracuje także przy łowieniu z nurtem. O jego atrakcyjności świadczą dość częste przyłowy w postaci okoni i czasami niedużych szczupaków, które żerują w wartkim nurcie. Nieraz ratowały mi tyłek na zawodach spinningowych i to w takie dni, że "nic nie bierze". Doskonale spisały się na wodzie "po kostki" oraz w trochę głębszych miejscach. Bardzo polecam spinningistom, którzy polują na "dziąsła" czyli drapieżniki bez zębów jakimi są czasami żartobliwie nazywane np. klenie.
...
Horn 33mm firmy Hunter - polecam na klenie